Naukę rozpoznawania i nazywania swoich uczuć i potrzeb rozpoczynamy już na wczesnym etapie rozwoju. Kiedy opiekun reaguje na sygnały wysyłane przez dziecko, nazywa je i na nie odpowiada, a tym samym reaguje na stojące za tymi sygnałami potrzeby, wówczas dziecko uczy się rozpoznawania i nazywania swoich emocji i uczuć, a także wyrażania potrzeb. Jeśli na przykład dziecko się boi, empatyczny opiekun nazwie to uczucie i zareaguje przytuleniem. Takie zachowanie pozwoli dziecku ukoić lęk; w przyszłości zaowocuje to umiejętnością mówienia, co człowiek przeżywa i sięgania po to, czego potrzebuje. Kiedy natomiast dziecko nie jest odzwierciedlane przez opiekuna, czyli kiedy przeżywane przez nie stany nie są nazwane i nie ma na nie odpowiedzi, mały człowiek uczy się odcinać od swoich uczuć i potrzeb.

Kiedy odcinasz się od tego, co czujesz

W dorosłości możesz zaobserwować taką sytuację wtedy, gdy zaprzeczasz temu, co czujesz lub gdy nie potrafisz jasno określić, co właściwie odczuwasz. Chcąc załagodzić przykre zdarzenie, mówisz: „Nie gniewam się na ciebie”, chociaż wcale tak nie jest. To jeden z przykładów sytuacji, w której jesteś odcięty od uczuć i zaprzeczasz, że je przeżywasz.

W związku z tym, że każde uczucie jest energią, która potrzebuje się przejawić, szukasz sposobu, by je wyrazić: na przykład obrażasz się lub denerwujesz na coś lub kogoś, by móc odreagować powstałe w ciele napięcie. W konsekwencji wprowadza to do Twojego życia różnego rodzaju nieporozumienia. 

Często starasz się również intelektualnie nazwać i zrozumieć to, co przeżywasz. Zapewniasz: „Nic mi nie jest, po prostu lubię pobyć sam(a)”, tak naprawdę jest to jednak mechanizm obronny – racjonalizacja, czyli pozornie racjonalne uzasadnienie, który chroni przed czuciem, w tym przypadku smutku, który woła o uwagę i wsparcie. Wewnętrznie możesz także pragnąć, by druga osoba domyśliła się, co przeżywasz, a tym samym czego potrzebujesz. To nie jest jednak możliwe. Jeśli nie rozpoznasz i nie nazwiesz tego, co przeżywasz, nieuchronnie pozostaniesz w impasie. 

Najpierw nazwij uczucia

Co czujesz? To pytanie wydaje się proste. Moje doświadczenie terapeutyczne pokazuje jednak, jak wielu z nas trudno jest nazywać swoje uczucia. Często wysłuchuję długich opowieści, padają kolejne słowa, pojawiają się próby interpretacji zdarzeń, kiedy jednak w końcu z zaciekawienia pytam: „Co czujesz?”, następuje cisza. Czasem pada odpowiedź: „Nie wiem”. Wówczas proponuję: „Sprawdźmy to”.

Jeśli chcesz zaobserwować to, co czujesz, zwróć uwagę na ciało, bo to w nim kryje się reakcja i pamięć tego, co czujemy. W odpowiedzi na to, co się z nami dzieje, pojawiają się różne napięcia i inne sygnały płynące ze strony ciała. To one pozwalają uświadomić sobie stan, w którym uczucia podpowiedzą Ci, co przeżywasz i czego możesz potrzebować. 

Kiedy jasno określasz, co czujesz

Uczucia są dla nas świetnym drogowskazem. Bez ich rozpoznania i nazwania nie możemy jasno się  komunikować, wyrażać siebie czy mówić, czego potrzebujemy, a to może tworzyć konflikty i nieporozumienia. Emocje i uczucia pokazują Ci, że w Twoim życiu dzieje się coś co, Cię wspiera, lub to, co Ci nie służy – wówczas czujesz złość lub lęk; motywują nas także, by działać lub się wycofać. 

Gdy udaje Ci się pokonać przeszkodę i czujesz energię w całym ciele, woła do Ciebie radość. Dzięki uczuciom poruszasz się w świecie relacji – to, jak się czujesz w towarzystwie danej osoby wpływa na to, czy rozwijasz znajomość czy raczej starasz się zachować dystans. Uczucia służą też lepszemu komunikowaniu się,  gdy bowiem jasno określisz, co czujesz, masz większe szanse na to, że zostaniesz zrozumiany i uwzględniony przez innych.

Dzięki rozpoznaniu i nazwaniu tego, co czujesz, możesz lepiej rozumieć i wyrażać siebie, budować relacje, w pełni przeżywać i doświadczać życia. Kontakt z emocjami i uczuciami buduje Twoje poczucie wartości.  Uczucia łączą Cię też z Twoją intuicją, dzięki której zyskujesz oparcie w samym sobie. Intuicja bowiem to przeczucie, jak jest, Twój szósty zmysł i wewnętrzny kompas.   

Autorka: Dagmara Katowicz